Big short

Chciwość i bezczelność to główne wady możnych.

Tacyt

Dla kogoś niezaznajomionego z ekonomią, czy też uparcie twierdzącego, że kwestie gospodarcze go nie dotyczą, giełda maklerska jawi się niczym magiczne miejsce niedostępne dla prostych, uczciwych ludzi. Czym był kryzys ekonomiczny? Czemu nagle Grecja ogłosiła bankructwo? O co chodzi z tymi dziwnymi wiadomościami o upadających bankach i niby dlaczego miałbym/miałabym się tym przejmować? „Big short” to film, który za cel postawił sobie bardzo ambitny plan edukowania społeczeństwa. I zrealizował go bardzo dobrze.

Zazwyczaj w tym akapicie przechodzę do omawiania najistotniejszego w moim odczuciu elementu filmu. W przypadku „Big short” jest to zdecydowanie montaż. Bezpośredni kontakt z widzem poprzez zwrócenie się bohatera prosto w stronę kamery znamy już z „House of cards”. To jednak głównie inspirowane „youtubowym” sposobem prowadzenia narracji cięcia sprawiają, że film o bankierach nabiera tempa. Mamy tu plansze z kaczkami, fragmenty teledysków i rysunki powstające na ekranie. Kamera to oddala się, to zbliża niemal do samych ust mówiącego. Szerszy plan rzadko jest tu uwzględniany. Dzięki temu widz odnosi wrażenie, jakby „patrzył na ręce” bohaterom. Wszak zagląda za kulisy do tej pory niedostępnego spektaklu. Skojarzenie z youtubowymi vlogami nie jest przypadkowe. Dzięki takim zabiegom publika cały czas może czuć się uczestnikiem dziejących się na jej oczach zdarzeń. To ona jest tu najważniejsza.

ars.pl

ars.pl

Oparta na faktach historia obfituje w ciekawe postacie. Wydarzenia poznajemy z różnych perspektyw: niewierzącego w amerykański system bankowy pesymisty, wkraczających do świata maklerskiego nowicjuszy, czy genialnego lekarza z problemami społecznymi. Nie będziemy uczestniczyć w narkotykowych orgiach, jak to było w „Wilku z Wall Street”. „Big short” nie pokazuje bowiem rozpusty i niemoralnie rozrzutnego trybu życia nieuczciwych bankierów i ich pięknych żon. Największy nacisk położony jest na ukazanie widzom decyzji, które podejmowane przez całe grupy społeczne doprowadziły do światowego kryzysu. Wytłumaczenie, dlaczego w tą genialną manipulację, napędzaną cynizmem i wyrafinowaniem, uwierzył cały świat.

Nie sposób nie wspomnieć o gwiazdach. O ile zazwyczaj do plejady nazwisk przewijających się w zwiastunach podchodziłam z chłodnym dystansem (dość drogi, ale niezwykle opłacalny sposób na przyciągnięcie widza do kina), tym razem nie mogłam się do nikogo przyczepić. Ryan Gosling w końcu dał sobie spokój z reżyserią (przynajmniej mam taką nadzieję) i wrócił do porzuconego na jakiś czas aktorstwa. W roli cwaniaka bez skrupułów wypadł bardzo naturalnie. Christian Bale okazał się być równie autentyczny, ale to Steve Carell jako Mark Baum najbardziej przyciągnął moją uwagę. Warto przypatrzeć się jego zniuansowanej grze tej wielowymiarowej postaci.

www.npr.org

www.npr.org

Wybierając się na „Big short” otrzymujemy ironiczną, nowocześnie poprowadzoną historię, która w wielu momentach nas zaskoczy. Nie to stanowi jednak o ocenie, jaką wystawiłam. Film jest bowiem czymś więcej, niż obrazem, przez który przewijają się znane twarze. To gorzka przypowieść o mrocznej stronie ludzkiej natury, której celem nie jest przybicie odbiorcy smutną pointą, a obdarzenie go większą świadomością na temat procesów, które dotyczą również jego.

8:10

Weronika Ganowska

5 Comments

  1. Niby temat nudny – na piewszy rzut oka – a w kinie bawiłam się swietenie! Polecam każdemu, dobra rozrywka a do tego bardzo pouczająca.

  2. Filmu nie widziałem. Ale po tak świetnej recenzji chyba muszę go „zaliczyć”. Tym bardziej, że zgadzam się z autorką w stu procentach w ocenie zdolności reżyserskich Goslinga.

  3. Steve Carell bardzo mi się podobał w tym filmie.
    Dla mnie najjaśniejszy punkt w szerokiej plejadzie gwiazd.
    Takie kino dla mnie to prawdziwa uczta.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.